MENTALISTKA

Moja historia

Jak to obsesja diet doprowadziła mnie do tego miejsca, w którym obecnie jestem.

Wszystko zaczęło się, gdy miałam 16 lat – zauważyłam wtedy, że osoby wokół mnie, a zwłaszcza kobiety, w bardzo niemiły, wręcz agresywny sposób zwracają się do siebie, szczególnie do swojego ciała, nadając przy tym nadrzędną wartość swojemu wyglądowi. Z jednej strony odrzucałam ten sposób komunikacji, ale jednocześnie jakaś część mnie przyjęła go jako pewien standard. Z wiekiem stworzyłam dla siebie coś w rodzaju ochronnej maski. 

W pewien sposób zostało mi również wkodowane, że ważniejsze jest najpierw to, jak się wygląda, a dopiero potem liczy się to, co się potrafi i na co się zasługuje. Byłam przekonana, że jeśli tylko dojdę do wymarzonej wagi, ustalonego kanonu piękna, będę szczęśliwa i w końcu będę mogła zacząć żyć.

Ku mojemu zdziwieniu, ta obsesja wyglądu trwała ponad 10 lat. Do tego wcale nie mijała, a wręcz stawała się coraz gorsza – bardziej natarczywa i nie zapowiadało się, żeby cokolwiek miało się zmienić. Ja z kolei wyszukiwałam coraz to nowsze sposoby, żeby sprostać tym wszystkim wymaganiom, które kiedyś narzuciła mi rodzina i bliscy. Nowe diety, trening, obcinanie kalorii – wszystko po to, żeby w końcu być wystarczającą. Z biegiem czasu wiem, że ciężko dorównać zdjęciom wyretuszowanym w photoshopie czy przy pomocy sztucznej inteligencji, jednak wtedy to nie było dla mnie takie oczywiste jak teraz.

W miarę jak zdobywałam coraz to większą wiedzę z zakresu żywienia, treningu oraz zdrowego stylu życia – przychodziła coraz to większa pustka w środku, spowodowana brakiem rezultatów, zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Po 10 latach starań moja waga… wynosiła dokładnie tyle, ile w momencie rozpoczęcia diet i treningów! Moje ciało ewidentnie się buntowało! Nadal w moich oczach daleko było mi do tego pięknego, wyretuszowanego obrazka z instagrama…

Miałam oczywiście momenty, kiedy wydawało mi się, że jestem już prawie u celu – brakowało mi dosłownie dwóch kilogramów, ale… ja nadal nie byłam zadowolona! Bo przecież to nie jest to, co sobie założyłam, a w sumie to i tak nadal nie wyglądam jak „te dziewczyny”, które mówiły jak mam ćwiczyć oraz co i kiedy mam jeść. Nie wiedziałam wtedy, że nigdy nie będę wystarczająca, ponieważ to nie chodziło o to jak wyglądam, tylko o to, co o sobie myślę.

Dodatkowo moja maska pewności siebie, niezależności i zaradności, w pewnym momencie zamiast być wsparciem, stała moją zmorą, ponieważ byłam przekonana, że to, co myślę i w co wierzę jest jedyną słuszną prawdą i tylko tak mogę uzyskać swój wymarzony cel.

Przykładem tego jak bardzo “ta maska” stała się dla mnie ciężarem był mój wymarzony wyjazd do Stanów, z którego najbardziej zapamiętałam… jedzenie! Ale nie jedzenie jako przyjemność kosztowania nowych potraw, ale jedzenie jako karę, z którą nie mogłam sobie wtedy poradzić. Całe 6 miesięcy w tym wyjątkowym kraju spędziłam na tym, żeby nie przytyć, co jak się pewnie domyślasz poskutkowało rezultatem odwrotnym i powrotem z “bagażem” dodatkowych 10 kilogramów na wadze, a nie w walizce! : )

Cały czas szukałam pomocy z zewnątrz: nowi specjaliści, praca nad swoją głową, alternatywne sposoby, kursy, książki, a – jakkolwiek głupio to nie zabrzmi – odpowiedź była we mnie. W całej tej drodze coś mi nie pasowało, od zawsze chodziłam swoimi ścieżkami, a patriarchalny sposób myślenia, który był mi poniekąd narzucony, wydawał mi się, delikatnie mówiąc dziwny. Nie pasowało mi w nim najbardziej to, że moim głównym atutem ma być moja waga i wygląd, a to, co mam do powiedzenia miało być dopiero na drugim miejscu.

Punktem zwrotnym była przeprowadzka do innego miasta, która pokazała mi, że schemat, w którym żyłam, nigdy nie był mój, a tak naprawdę został mi narzucony przez najbliższe otoczenie oraz social media. To były przekonania osób, wśród których żyłam. Obiecałam sobie wtedy, że nie zmarnuje całego życia na myśleniu o tym, jak wyglądam. Zaczęłam weryfikować wszystkie swoje obecne przekonania: na temat tego kim jestem, po co tutaj jestem i co sobą reprezentuję.

Biorąc udział w kursach, szkoleniach szukałam odpowiedzi jak wyjść z koła obsesji wokół diet. Dzisiaj myślę, że tak naprawdę szukałam odpowiedzi na pytanie: kim jestem i co dobrego mogę zrobić dla tego świata? Po latach wiem, że to wszystko miało sens, że miałam przejść tę drogę, aby móc się dzielić nią z innymi – chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.

Najbardziej w mojej podróży do poczucia własnej wartości pomogła mi zmiana myślenia – szczególnie myślenia o sobie i o tym, jaka jest moja nadrzędna wartość na tym świecie. Zaczęłam – z całego worka przekonań, które zbierałam od innych przez lata – zmieniać po kolei wszystkie te przekonania, które mnie do tej pory hamowały. W momencie, w którym przestałam zbierać informacje, a zaczęłam je weryfikować, moja waga i – co najważniejsze podejście do jedzenia – zmieniły się diametralnie!

Dziś wiem, że wszystkie przekonania dotyczące tego, jak mam wyglądać i jak się zachowywać, nie były moje! Nie muszę wcale wychodzić za mąż do 30 roku życia, urodzić dziecka i w międzyczasie budować szczęśliwej rodziny. Moje życie po 30stce owszem zmieniło się – stanowczo na lepsze – bez osiągnięcia tych wszystkich rzeczy!

Zaczęłam żyć na własnych zasadach, powiedziałam stop wymaganiom, które zostały mi narzucone. Zdałam sobie sprawę, że to ja jako osoba wnoszę wartość swojego życia, a nie to jak wyglądam czy ile kilogramów mam na wadze. Zmieniłam myślenie i zaczęła dziać się magia. W momencie akceptacji oraz odpuszczenia stało się coś odwrotnego, niż się spodziewałam. Waga bez większego wysiłku wróciła na swoje miejsce, treningi zaczęły sprawiać przyjemność, a ja przekonałam się, że jestem wystarczająca z tym jaka, jestem już dziś.

Zapomniałam o tym, co powinnam, a przypomniałam sobie, o tym czego tak naprawdę chcę. Moja historia nie jest o wyborze najlepszej diety, sposobu odżywiania czy treningu. Nie jest też o tym jak trzeba wyglądać czy co trzeba osiągnąć przed czy po 30stce. Tak naprawdę moja historia jest o tym, jak nasze myśli i przekonania kształtują naszą rzeczywistość.

Jeżeli szukasz kolejnej diety czy najlepszego sposobu na trening – nie znajdziesz ich u mnie. Nie jestem też terapeutką zaburzeń odżywiania. To, co mogę Ci dać to tylko (i aż) zaproszenie! Zaproszenie do przyjrzenia się temu, co myślisz o sobie, o świecie, w którym żyjesz i otaczających Cię ludziach. Jeżeli chcesz zmienić coś w swoim życiu – zacznij od zmiany myślenia. Pamiętaj, że to, co dostałeś/aś w prezencie od bliskich jako wzorce i sposoby na życie nie musi być Twoją prawdą. Razem możemy jej poszukać…

Przewijanie do góry